Rozdział 2 (Daria)
Annabeth
Siedziałam na drewnianych schodkach od mojego domku i czekałam. Właśnie dzisiaj Chejron powiedział mi że wieczorem przyjedzie Percy. Byłam tak szczęśliwa na spotkanie z nim, że nie mogłam się skupić na niczym. Podczas strzelania z łuku prawie trafiłam Panią O'Leary. Biedna przez następną godzinę, siedziała skulona pod jakimś krzakiem.
Słońce powoli zaczynało zachodzić. Gdzie jest Percy? Powinien już tu być. A może coś się stało i dlatego nie przyjechał? Jakieś potwory go zaatakowały?
Właśnie takie myśli zapełniały mi głowę, kiedy usłyszałam krzyk.
-Percy!
Poderwałam się na nogi i pobiegłam w stronę wejścia do obozu. Stał tam Leo i Hazel, a między nimi Percy. Na mój widok zamilkli. Stanęłam jak wryta i patrzyłam się na Percy'ego a on na mnie. I tak cały czas. Czułam się jakby minęły godziny, jednak wciąż stałam i patrzyłam mu się w oczy, a on mi. Hazel i Leo stali z boku zesztywniali, nie wiedząc co zrobić. Nagle jak na gwizdek, ja i Percy rzuciliśmy się w swoim kierunku. On chciał mnie przytulić, jednak ja podcięłam mu nogi i przytrzymałam go przy ziemi. Nie jestem pewna czemu, ale czułam wściekłość.
-G D Z I E T Y B Y Ł E Ś ?
-Korki.- Wyszczerzył zęby. Przez chwilę panowała nerwowa atmosfera, ale wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Pocałowałam Percy'ego i pomogłam mu wstać. Wzięłam go za rękę i razem poszliśmy na kolację.
Na kolacji panowała bardzo miła atmosfera. Wszyscy się śmiali i żartowali. Siedziałam z Percy'm przy stole Posejdona, żebyśmy mogli porozmawiać. Nikt nie protestował. Opowiedział mi wszystko, co mu się przydarzyło w roku szkolnym i na odwrót. Później poszliśmy na ognisko, gdzie Frank spełniając marzenie Hazel zamienił się w sowę i przyleciał do niej z listem. Niestety z nerwów zamiast w siebie, zamienił się w małego chomika, co rozbawiło Leona.
Po ognisku Percy odprowadził mnie pod domek.
-Miłych snów.
-Nawzajem.- Uśmiechnęłam się.- Przyjdź tu jutro rano, dobrze?
-Boję się.
Zaśmiałam się, pocałował mnie i poszedł w stronę swojego domku.
Weszłam do środka domku Ateny, rzuciłam się na swoje łóżko i natychmiast zasnęłam. Oczywiście musiało mi się coś przyśnić. Mianowicie śniła mi się moja mama Atena. Stała przy Wielkim Domu i rozmawiała z Panem D.
-Porozmawiam z nią, to nie zajmie nam długo.
-Teraz pewnie śpi, oczywiście możesz ją obudzić.
-Wiem.-Uśmiechnęła się.- Myślę że i tak za niedługo by się obudziła.
W świetle księżyca jej twarz wydawała się tak łagodna, ale budząca strach jednocześnie, że poczułam uścisk w żołądku a przecież spałam.
Bogini złapała delikatnie końce swojej długiej, delikatnej sukni i poszła w stronę domku należącego do jej dzieci. Weszła po schodkach i lekko pchnęła drzwi, które jak za magicznym dotknięciem otworzyły się.
Podeszła do jednego z łóżek, w którym leżała jasnowłosa dziewczyna. Miała zamknięte oczy, leżała na prawym boku... zaraz, zaraz. Tą dziewczyną byłam ja. Serce mi podskoczyło do gardła.
Zobaczyłam już tylko jak Atena kładzie ręke na czole dziewczyny, kiedy się obudziłam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz