Rozdział 1

wtorek, 4 listopada 2014

| | |
Cześć tutaj Wika :)
Dziś opublikuję wam pierwsze opowiadanie na naszym blogu.Mam nadzieję,że przypadnie wam do gustu,a jeżeli mam coś zmienić to piszcie w komentarzach liczę na waszą opinię.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                                             PERCY
I znowu szkoła, jak większość nastolatków nienawidzę się uczyć.A na dodatek mam ADHD i dysleksję (objawy bycia półbogiem i takie tam).W szkole nie idzie mi najlepiej,a do tego angielskiego uczy mnie mój ojczym Paul.Jednak zawsze byłem dobry z greki,no i w sumie kiedy ją czytam moja dysleksja znika.
Ale muszę przestać myśleć o szkole,ponieważ Chejron wezwał mnie do obozu,więc za tydzień wyjeżdżam.Szczerze to mam nadzieję,że nic się nie stało,no bo przecież mógł ich zaatakować jakiś potwór czy coś.Ale z drugiej strony zobaczę Annabeth,która została na obozie na cały rok,chciałem zostać razem z nią,ale mama kazała wrócić mi do szkoły,z której jeszcze mnie nie wyrzucili.No i stęskniłem się za naszą całą ekipą,nawet za Clariss.Przez głowę przemykało mi tysiące myśli,a ja całkiem straciłem poczucie czasu:
-Percy,dawno powinieneś już wyjść-do mojego pokoju weszła mama-A jak wrócisz to tu trochę ogarnij bo coś strasznie śmierdzi-zatkała nos i poszła do kuchni.
Faktycznie coś strasznie zalatywało,ale nie zwróciłem na to uwagi,bo uwierzcie mi po walce z taką ilością potworów mój nos jest całkiem znieczulony na jakiś tam mały smrodek.
Zarzuciłem plecak na ramię i wyszedłem.Wychodząc z bloku zauważyłem nadjeżdżający autobus
"No świetnie,jeszcze się spóźnię" pobiegłem jak najszybciej na przystanek i dosłownie wskoczyłem do autobusu.Potrąciłem jakąś babcię i dostałem torbą w brzuch,co za miła kobitka nie?
No,ale nie ważne,grunt to,że zdążyłem na autobus i udało mi się nawet zająć miejsce siedzące.Tak szczerze to nie lubię autobusów,zawsze jest coś z nimi nie tak albo się zepsują,albo jakieś dzieciaki się drą.W nich nigdy nie jest spokojnie.
Kiedyś nawet poleciałem do szkoły na Mrocznym,ale kiedy wylądowaliśmy znajomi zarzucili mnie pytaniami skąd mam tak super helikopter.Nawet nie wiecie jak trudno jest się z takiego czegoś wytłumaczyć.W końcu jednak udało mi się wcisnąć im jakąś historyjkę,że Paul leciał na jakieś spotkanie i mnie podrzucił.Chyba to łyknęli bo temat ucichł.
Lekcje zaczynałem od chemii więc udałem się pod salę,na pierwszym piętrze.W klasie miałem paru dobrych przyjaciół.Chociaż oni i tak nie dorównywali tym z obozu.Zadzwonił dzwonek,weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca przy stanowiskach.Na naszych biurkach stały najróżniejsze fiolki,naczynia,jakieś dziwne substancje których nazw nie znam,były oczywiście też gogle ochronne i rękawiczki.Dodatkowo blaty były pokryte jakąś ognioodporną matą,bo kilka miesięcy temu jakiś chłopak wypalił dziurę na pół ławki.
Na chemii siedziałem z moją koleżanką Jane.Fajnie mi się z nią pracuje,ale zwykle nie mamy dobrych ocen ponieważ oboje mamy dysleksję,ale ona zazwyczaj sporządza sprawozdania i opisy bo ładniej pisze.
Dzisiejsza lekcja odbyła się bez doświadczeń,przez co połowa klasy na początku lekcji urządziła strajk.
Usiedli na ławkach i nie mieli zamiaru zejść póki profesor nie ogłosi jakiegoś doświadczenia.Niestety albo też stety ich strajk się szybko skończył,ponieważ nauczyciel zagroził wezwaniem rodziców.
Cała chemia minęła w spokojnej i baaaardzo nudnej atmosferze.Dzieciaki siedziały z głowami na ławkach prawie usypiając,a kiedy zadzwonił dzwonek poderwały się jak stado byków i wybiegły z sali.
Idąc do sali usłyszałem komunikat o jakieś awarii czy coś,no w każdym bądź razie nie mamy lekcji.
Dzieciaki rzuciły się do wyjścia takim pędem,że drzwi wypadły z nawiasów.Nauczyciele zaczęli się drzeć,ale wszyscy szybko rozbiegli się do domów lub na przystanki,ja również.
Na szczęście nie było korków,więc szybko dojechałem do domu.Wbiegłem po schodach i poszedłem ogarnąć w pokoju.Kiedy przekładałem stertę ubrań do szafy (właściwie próbowałem je wepchnąć) odnalazłem źródło rzekomego smrodu,a była nim kanapka z przed tygodnia.Kiedy na nią spojrzałem pomyślałem sobie "jak to dobrze mieć rękawiczki ochronne z chemii".
Kiedy poszedłem do kuchni wyrzucić śmieci do mieszkania wpadła mama:
-Co ty tak wcześnie?A z resztą nie ważne,pakuj się jedziemy do obozu - powiedziała nerwowo się rozglądając-O tu są!-powiedziała łapiąc za kluczyki od auta
-Jestem gotowy-wyszedłem z pokoju z plecakiem przewieszonym przez ramię
Wyszliśmy z domu i szybko zbiegliśmy po schodach do auta.


0 komentarze:

Prześlij komentarz