Rozdział 4 (Daria)

sobota, 29 grudnia 2018

| | | 0 komentarze
 Siedziałam przy stole obozowym.

Rozdział 3

piątek, 14 listopada 2014

| | | 0 komentarze
Witajcie herosi tutaj Wika,dość szybko skończyłam 3 rozdział (mój drugi). Mam nadzieje,że nie będzie zły i wam się spodoba.Nie jest jakiś super długi,ale mnie on zadowala.
Zachęcam do komentowania :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                                                               Percy
Obudziłem się jak zwykle nie wyspany,te obozowe łóżka są strasznie nie wygodne,powinni coś z tym zrobić,na czymś takim nie da się spać!I my tacy niewyspani mamy trenować i walczyć,co to to nie,ja już sobie porozmawiam z Chejronem na ten temat,ale najpierw śniadanie,tak śniadanie jestem okropnie głodny.
Zacząłem się ubierać,założyłem obozową koszulę i jakieś granatowe lekko przetarte dżinsy.
Spojrzałem na zegarek:
-Co?! Już ósma! Spóźnię się na śniadanie (dla tych co nie wiedzą jest ono o 8)
Wbiegłem do łazienki i szybko ułożyłem włosy,spojrzałem w lustro 'Przystojniak ze mnie' po czym wyleciałem z domku z impetem zatrzaskując drzwi.Na szczęście obozowicze dopiero się schodzili,ja wzrokiem szukałem Ann,z którą się umówiłem.
Nagle poczułem sztylet na mojej szyi i ręce,które mnie obezwładniły,tylko mały problem bo ani sztyletu nie było widać,musiałem wyglądać bardzo komicznie i nawet się tym chwile przejąłem,ale po chwili usłysząłem śmiech i to nie byle czyj,tylko śmiech Annabeth.Puściła mnie i zdjęła swoją czapkę.
-Co za miłe powitanie - uśmiechnąłem się do niej
-Gdybym nie była to ja to już byś nie żył - podeszła do mnie i chwyciła mnie za rękę
-A powiedz mi,który potwór zaatakuje mnie,niewidzialny w środku obozu? - zapytałem ją bardzo pewny,że nie ma czegoś takiego
-Hmmm potwór może nie...Ale moja mama owszem - oznajmiła z niewinnym uśmiechem
Osłupiałem,jej matka faktycznie mogła mnie zabić,nawet nie zakradając się do mnie,może nasłać na mnie stado dzikich sów lub równie dobrze pstryknie palcami i zamienię się w popiół.
-Mam nadzieję,że twoja mama ma inne rzeczy na głowie - rozglądałem sie niespokojnie w poszukiwaniu jakiejkolwiek sowy.
Po tym jak stwierdziłem,że żadnej sowy nie ma poszliśmy na śniadanie.Annabeth znów usiadła ze mną przy stole,ale chyba nikt nie miał nic przeciwko,no może oprócz pana D. który na początku kategorycznie odmówił,ale na szczęście Chejron go przekonał.
Śniadanie upłynęło mi bardzo szybko na rozmowie i jedzeniu,ale głównie na jedzeniu.Jadłem niebieskie gofry mmmm pychota mówię wam NIEBO W GĘBIE.
No,ale wracając do rozmowy,Ann opowiedziała mi o swoim śnie
-...No i wtedy się obudziłam - zakończyła biorąc łyk wody
Nim zdążyłem coś powiedzieć odezwał się Chejron:
-Drogie dzieci mamy dziś wyjątkowego gościa - wskazał na nadlatującą sowę
I teraz pomyślałem 'Już po mnie,umrę zaatakowany przez sowę'
Musiała to być Atena,dlaczego nie Hermes czy Ares,nie Ares też nie,skończył bym przebity włócznią.
No,ale w każdym bądź razie niedługo bogini stała przed nami wpatrując się na mnie z pogardą (oczywista oczywistość) i zaraz przechodziła wzrokiem na Ann,patrzyła na nią z podziwem i zadowoleniem.


Rozdział 2 (Daria)

czwartek, 13 listopada 2014

| | | 0 komentarze


                                                                              Annabeth
Siedziałam na drewnianych schodkach od mojego domku i czekałam. Właśnie dzisiaj Chejron powiedział mi że wieczorem przyjedzie Percy. Byłam tak szczęśliwa na spotkanie z nim, że nie mogłam się skupić na niczym. Podczas strzelania z łuku prawie trafiłam Panią O'Leary. Biedna przez następną godzinę, siedziała skulona pod jakimś krzakiem.
Słońce powoli zaczynało zachodzić. Gdzie jest Percy? Powinien już tu być. A może coś się stało i dlatego nie przyjechał? Jakieś potwory go zaatakowały?
Właśnie takie myśli zapełniały mi głowę, kiedy usłyszałam krzyk.
-Percy!
Poderwałam się na nogi i pobiegłam w stronę wejścia do obozu. Stał tam Leo i Hazel, a między nimi Percy. Na mój widok zamilkli. Stanęłam jak wryta i patrzyłam się na Percy'ego a on na mnie. I tak cały czas. Czułam się jakby minęły godziny, jednak wciąż stałam i patrzyłam mu się w oczy, a on mi. Hazel i Leo stali z boku zesztywniali, nie wiedząc co zrobić. Nagle jak na gwizdek, ja i Percy rzuciliśmy się w swoim kierunku. On chciał mnie przytulić, jednak ja podcięłam mu nogi i przytrzymałam go przy ziemi. Nie jestem pewna czemu, ale czułam wściekłość.
-G D Z I E  T Y  B Y Ł E Ś ?
-Korki.- Wyszczerzył zęby. Przez chwilę panowała nerwowa atmosfera, ale wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Pocałowałam Percy'ego i pomogłam mu wstać. Wzięłam go za rękę i razem poszliśmy na kolację.
Na kolacji panowała bardzo miła atmosfera. Wszyscy się śmiali  i żartowali. Siedziałam z Percy'm przy stole Posejdona, żebyśmy mogli porozmawiać. Nikt nie protestował. Opowiedział mi wszystko, co mu się przydarzyło w roku szkolnym i na odwrót. Później poszliśmy na ognisko, gdzie Frank spełniając marzenie Hazel zamienił się w sowę i przyleciał do niej z listem. Niestety z nerwów zamiast w siebie, zamienił się w małego chomika, co rozbawiło Leona.
Po ognisku Percy odprowadził mnie pod domek.
-Miłych snów.
-Nawzajem.- Uśmiechnęłam się.- Przyjdź tu jutro rano, dobrze?
-Boję się.
Zaśmiałam się, pocałował mnie i poszedł w stronę swojego domku.
Weszłam do środka domku Ateny, rzuciłam się na swoje łóżko i natychmiast zasnęłam. Oczywiście musiało mi się coś przyśnić. Mianowicie śniła mi się moja mama Atena. Stała przy Wielkim Domu i rozmawiała z Panem D.
-Porozmawiam z nią, to nie zajmie nam długo.
-Teraz pewnie śpi, oczywiście możesz ją obudzić.
-Wiem.-Uśmiechnęła się.- Myślę że i tak za niedługo by się obudziła.
W świetle księżyca jej twarz wydawała się tak łagodna, ale budząca strach jednocześnie, że poczułam uścisk w żołądku a przecież spałam.
Bogini złapała delikatnie końce swojej długiej, delikatnej sukni i poszła w stronę domku należącego do jej dzieci. Weszła po schodkach i lekko pchnęła drzwi, które jak za magicznym dotknięciem otworzyły się.
Podeszła do jednego z łóżek, w którym leżała jasnowłosa dziewczyna. Miała zamknięte oczy, leżała na prawym boku... zaraz, zaraz. Tą dziewczyną byłam ja. Serce mi podskoczyło do gardła.
Zobaczyłam już tylko jak Atena kładzie ręke na czole dziewczyny, kiedy się obudziłam.



Rozdział 1

wtorek, 4 listopada 2014

| | | 0 komentarze
Cześć tutaj Wika :)
Dziś opublikuję wam pierwsze opowiadanie na naszym blogu.Mam nadzieję,że przypadnie wam do gustu,a jeżeli mam coś zmienić to piszcie w komentarzach liczę na waszą opinię.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                                             PERCY
I znowu szkoła, jak większość nastolatków nienawidzę się uczyć.A na dodatek mam ADHD i dysleksję (objawy bycia półbogiem i takie tam).W szkole nie idzie mi najlepiej,a do tego angielskiego uczy mnie mój ojczym Paul.Jednak zawsze byłem dobry z greki,no i w sumie kiedy ją czytam moja dysleksja znika.
Ale muszę przestać myśleć o szkole,ponieważ Chejron wezwał mnie do obozu,więc za tydzień wyjeżdżam.Szczerze to mam nadzieję,że nic się nie stało,no bo przecież mógł ich zaatakować jakiś potwór czy coś.Ale z drugiej strony zobaczę Annabeth,która została na obozie na cały rok,chciałem zostać razem z nią,ale mama kazała wrócić mi do szkoły,z której jeszcze mnie nie wyrzucili.No i stęskniłem się za naszą całą ekipą,nawet za Clariss.Przez głowę przemykało mi tysiące myśli,a ja całkiem straciłem poczucie czasu:
-Percy,dawno powinieneś już wyjść-do mojego pokoju weszła mama-A jak wrócisz to tu trochę ogarnij bo coś strasznie śmierdzi-zatkała nos i poszła do kuchni.
Faktycznie coś strasznie zalatywało,ale nie zwróciłem na to uwagi,bo uwierzcie mi po walce z taką ilością potworów mój nos jest całkiem znieczulony na jakiś tam mały smrodek.
Zarzuciłem plecak na ramię i wyszedłem.Wychodząc z bloku zauważyłem nadjeżdżający autobus
"No świetnie,jeszcze się spóźnię" pobiegłem jak najszybciej na przystanek i dosłownie wskoczyłem do autobusu.Potrąciłem jakąś babcię i dostałem torbą w brzuch,co za miła kobitka nie?
No,ale nie ważne,grunt to,że zdążyłem na autobus i udało mi się nawet zająć miejsce siedzące.Tak szczerze to nie lubię autobusów,zawsze jest coś z nimi nie tak albo się zepsują,albo jakieś dzieciaki się drą.W nich nigdy nie jest spokojnie.
Kiedyś nawet poleciałem do szkoły na Mrocznym,ale kiedy wylądowaliśmy znajomi zarzucili mnie pytaniami skąd mam tak super helikopter.Nawet nie wiecie jak trudno jest się z takiego czegoś wytłumaczyć.W końcu jednak udało mi się wcisnąć im jakąś historyjkę,że Paul leciał na jakieś spotkanie i mnie podrzucił.Chyba to łyknęli bo temat ucichł.
Lekcje zaczynałem od chemii więc udałem się pod salę,na pierwszym piętrze.W klasie miałem paru dobrych przyjaciół.Chociaż oni i tak nie dorównywali tym z obozu.Zadzwonił dzwonek,weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca przy stanowiskach.Na naszych biurkach stały najróżniejsze fiolki,naczynia,jakieś dziwne substancje których nazw nie znam,były oczywiście też gogle ochronne i rękawiczki.Dodatkowo blaty były pokryte jakąś ognioodporną matą,bo kilka miesięcy temu jakiś chłopak wypalił dziurę na pół ławki.
Na chemii siedziałem z moją koleżanką Jane.Fajnie mi się z nią pracuje,ale zwykle nie mamy dobrych ocen ponieważ oboje mamy dysleksję,ale ona zazwyczaj sporządza sprawozdania i opisy bo ładniej pisze.
Dzisiejsza lekcja odbyła się bez doświadczeń,przez co połowa klasy na początku lekcji urządziła strajk.
Usiedli na ławkach i nie mieli zamiaru zejść póki profesor nie ogłosi jakiegoś doświadczenia.Niestety albo też stety ich strajk się szybko skończył,ponieważ nauczyciel zagroził wezwaniem rodziców.
Cała chemia minęła w spokojnej i baaaardzo nudnej atmosferze.Dzieciaki siedziały z głowami na ławkach prawie usypiając,a kiedy zadzwonił dzwonek poderwały się jak stado byków i wybiegły z sali.
Idąc do sali usłyszałem komunikat o jakieś awarii czy coś,no w każdym bądź razie nie mamy lekcji.
Dzieciaki rzuciły się do wyjścia takim pędem,że drzwi wypadły z nawiasów.Nauczyciele zaczęli się drzeć,ale wszyscy szybko rozbiegli się do domów lub na przystanki,ja również.
Na szczęście nie było korków,więc szybko dojechałem do domu.Wbiegłem po schodach i poszedłem ogarnąć w pokoju.Kiedy przekładałem stertę ubrań do szafy (właściwie próbowałem je wepchnąć) odnalazłem źródło rzekomego smrodu,a była nim kanapka z przed tygodnia.Kiedy na nią spojrzałem pomyślałem sobie "jak to dobrze mieć rękawiczki ochronne z chemii".
Kiedy poszedłem do kuchni wyrzucić śmieci do mieszkania wpadła mama:
-Co ty tak wcześnie?A z resztą nie ważne,pakuj się jedziemy do obozu - powiedziała nerwowo się rozglądając-O tu są!-powiedziała łapiąc za kluczyki od auta
-Jestem gotowy-wyszedłem z pokoju z plecakiem przewieszonym przez ramię
Wyszliśmy z domu i szybko zbiegliśmy po schodach do auta.


Witajcie herosi!

poniedziałek, 3 listopada 2014

| | | 0 komentarze
Hei, tutaj Wika i Daria. Witajcie na naszym nowym blogu, na którym będą dwa razy w tygodniu pojawiać się opowiadania fanfiction o przygodach znanych nam herosów. Mamy nadzieję że całokształt się spodoba, pamiętajcie że komentarze motywują.
Jeśli będziecie uważali że warto coś zmienić, poprawić itp. śmiało piszcie :).
Miłego czytania <3